Społeczność
blog.ekologia.pl   Blogerzy   Bartosz Bednarczyk   ekozofia K
Kategorie
0 Udostępnij

ekozofia K

Ekozofia Karpacka

czyli filozofia afirmacji życia

* * * * *

Nasza sytuacja na Ziemi jest poważna, niemniej ideologie o wymiarze katastroficznym są albo zawoalowane w redukcyjne potraktowanie przyrody pozbawionej człowieka jako nieświadomie wyalienowanego ideału harmonii przedustawnej, albo w alienację człowieka jako istoty niezakorzenionej w przyrodzie. Dwupodział prowadzi do alienacji, stanowi spuściznę manicheizmu, neoplatońskiego idealizmu, a w wymiarze eschatologicznym - stanowi podszept pana podziału - węża Binariusa. Rozdzielenie prowadzi wprost do zasklepienia się pustej, zamkniętej w swoim małym ja monady, a świat staje się wyobcowanym i zewnętrznym, wrogim środowiskiem, od którego można już wyłącznie uciec. Prowadzi to do pogłębienia granic, chęci obsesyjnej regulacji własnej egzystencji, czego konsekwencją staje się paradoksalnie de-regulacja, zepchnięcie w podświadomość śpiącego rozumu wypartych atawizmów, naturalnych pragnień, intuicji. Podporządkowane trybunałowi rozumu życie staje się bezrozumne, a gdzie śpi rozum - budzą się demony...

Na styku dzikiej, karpackiej przyrody i charakterystycznego dla tego mocno zagospodarowanego rejonu tyglu kulturowego mamy do czynienia z codziennym przenikaniem się elementu przyrodniczego z cywilizacją. Zapominane i ginące kultury endemiczne stanowiły doskonały przykład harmonijnego podporządkowania się Wyższej Zasadzie - czy będzie to szersza Całość rozumiana jako Przyroda z jej cyrkularną, rytmiczną czasowością rozpiętą pomiędzy agrarnymi świętami zsynkretyzowanymi z chrześcijańską pobożnością, czy z Bogiem, który nie tyle w panteistyczny (tożsamy z Przyrodą), co w panenteistyczny (utożsamiający z Sobą, ale i transcendujący Przyrodę) sposób pomagał ludzkiemu indywiduum odnieść się do czegoś wyższego. Wyższość i podporządkowanie pozwalają - niby paradoksalnie - odnależć indywiduum rytm. Wyjść poza wykolejone i osamotnione, zamknięte ego. Małe ja odnajduje siebie w jeszcze większym stopniu jako wielkie Ja; jest nim przyroda, Ziemia, Kosmos, w końcu - Bóg. W drugiej istocie przestaje się dostrzegać odosobniony byt. Źdźbło trawy, wilk, księżyc - stają się osobowe. I bynajmniej nie jest to proces animizacji Natury, przykładania ludzkich kategorii rozumu do rzekomo zewnętrznej przyrody; personifikacja możliwa jest tylko w oddzieleniu - jako projekcja jaźni na tak właśnie przez jej wyobrażenia przesłaniany świat. Inne byty jako osoby są w Prawosławnej kulturze paradygmatem zbawiania świata i przenikania każdego aspektu materii Boską Światłością. Totalna, zbawiająca afirmacja, podnoszenie świata - czyli m.in. ludzkiej formy spojrzenia na świat - z upadku; oto pełnia przesłania chrześcijańskiego orędzia.

Bogactwo kulturowe Łuku Karpackiego wraz z dominującą duchowością chrześcijańską tworzą ciekawą perspektywę dla rozwinięcia formuły socjoprzyrody, gdzie klasyczna dychotomia dzikiej przyrody i ludzkiej działalności zostaje wyparta przez paradygmat współistnienia na podstawowym, egzystencjalnym poziomie. W wielu środowiskach ekozoficznych i ekologicznych chrześcijaństwo w obecnym wymiarze traktowane jest jako ideologia wroga przyrodzie - ponieważ antropocentryczna. Tego rodzaju niechęć wynika przede wszystkim z dość lokalnej i zawężonej percepcji chrześcijaństwa przez pryzmat nakazu czynienia sobie ziemi poddaną. Nie uwzględnia również synonimicznego trójpodziałowi na starożytność, średniowiecze i nowożytność podziału na kosmocentryzm, teocentryzm i antropocentryzm; kultura chrześcijańska, a zwłaszcza chrystocentryczny Katolicyzm i Prawosławie stanowią wypośrodkowanie pomiędzy dialektycznymi przeciwieństwami, będącymi wszak egologicznymi projekcjami tych samych, zawężonych kategorii ludzkiego rozumowania, ekstrapolacjami o tym samym kierunku, ale przeciwstawnym zwrocie.

Z jednej mamy kosmocentryzm: Prowadził on mniej więcej do panteistycznej redukcji Kosmosu, do swoistego Protagorasowego ustanowienia człowieka miarą wszechrzeczy; Kosmos nie jest tutaj zharmonizowany z człowiekiem. Stanowi zewnętrzność, którą – przy pomocy zabiegów symbolicznych – należy sobie podporządkować. Epigoni panteizmu słusznie zwracają uwagę na zsynchronizowaną z cyrkularnością Kosmosu temporalnością bazującą na cyklu śmierci i odrodzenia. Nie zważają na fakt, że ponowne exodus i powrót, śmierć i zmartwychwstanie, zbawienie i ponowne nadejście jako panenteistyczna Wieczność implikują w sobie wszelką cyrkularność i nie przecząc cykliczności, zarazem ją transcendują. Nie zwracają uwagi również na to, że symboliczna projekcja ludzkich wyobrażeń na świat Przyrody stanowi jedną z form oddzielenia, gdzie przyroda stanowi wyizolowany od kultury materiał do kształtowania struktur symbolicznych. Jedność człowieka i przyrody w kulturach panteistycznych zachodzi, ale tylko częściowo.

Rewersem kosmocentryzmu zawsze jest antropocentryzm. Odrzucenie transcendencji jako principia generalis na powrót zamyka człowieka w oddzieleniu. Antropocentryzm rozumiany jako kultura postkartezjańska, gdzie miarą rzeczy - metaphisica generalis - ustanowiony został na powrót ludzki rozum, a właściwie jego zdolności poznawcze, redukuje świat tym razem nie do struktur symbolicznych, gdzie magiczny rytuał kapłana miał na celu kierowanie żywiołami, tylko do struktur logicznych, gdzie ostatecznie świat miał zostać postawiony przed Kantowskim trybunałem rozumu. Przypisywanie chrześcijaństwu antropocentryzmu w tym znaczeniu stanowi duże nieporozumienie. Nadto bazowanie w krytyce chrześcijaństwa na faktach historycznych po pierwsze redukuje intencje Pisma do jego instytucjonalnej recepcji, a po drugie – nie uwzględnia w żaden sposób tego, że jeśli sprawą pilną staje się obrona Natury (czyli również człowieka) przed destrukcją, to zamiast na siłę zmieniać mentalność i wiarę ludzi, którzy nie mają najmniejszego powodu, aby ze swojej wiary rezygnować, zamiast krytykować i tworzyć barykady należy uświadamiać im, że całkowita Jednia i brak oddzielenia stanowią właściwą istotę i sens ich religii.

Łuk Karpacki jest krainą niezwykłą, magiczną, gdzie chrześcijaństwo o bogatej, synkretycznej estetyce rytuału jest głęboko zakorzenione w tradycji harmonizującej życie z przyrodą. Stanowi to szansę dla rozwinięcia swoistej formy głębokiej ekologii, która w przyszłości może stać się wzorcowa dla pozostałych ekozofii. Karpaty implikują symbolikę panteistyczną, ale przez wzgląd na brak cech kojarzonych wprost ze swoistym tremendum, które przeżywa strwożony wobec majestatu skalistych pustkowi człowiek, pozwalają zbliżyć się na swoich połoninach Niebu na sposób ekstatycznego fascinosum. Dzięki temu są górami transcendentnymi, gdzie wymiar egzystencji człowieczej - tym bardziej, że zsynkretyzowanej z eschatologią zbawienia – w harmonii z przyrodą nabiera cech panenteistycznego przekroczenia podziału w kierunku Jedni; tradycyjny karpacki tryb życia całkowicie podporządkowany jest pracy, przy czym znika w tym przypadku podział na przykry obowiązek i „wentyl bezpieczeństwa”, na którego otwarcie wy-czekuje się w niecierpliwości. Traditio w sensie paradosis jest tutaj celebracją życia, afirmacją wolności, nie przeczącej wysiłkowi i stawiania oporu bolesnej materii życia. Bez surowości przyrody nie byłoby następującego codziennie ukojenia. Góry te - choć niewysokie – w pełny sposób łączą exodus człowieka z bujnością i grozą przyrody, dostępnej, lecz – póki co – wciąż jeszcze dzikiej.

*****

Zagrożenie dla przyrody jest alarmujące w tym samym stopniu, co zanikanie specyficznych dla poszczególnych rejonów Karpat kultur lokalnych. Ich konserwacja, analogicznie instytucjonalizacji obszarów dzikiej przyrody mają wymiar archeologiczno-muzealniczy i nie dotykają istoty zachowania kultury i przyrody w nizemienionej formie; stasis, bezwzględna niezmienność są sposobami ucieczki człowieka od dynamicznego procesu życia. Stanowią niewątpliwie pozytywny aspekt działalności człowieka, lecz bardziej właściwym, mniej pośrednim sposobem ochrony przed jakkolwiek rozumianym upadkiem jest afirmacja procesu i zmiany; nie popadając w dekadenckie przekreślenie lokalnego kolorytu jako na zawsze w dobie globalizacji utraconego, winniśmy zdać sobie sprawę z faktu, że konflikt pomiędzy cywilizacją i przyrodą wynika z niezrozumienia tego, czym jest cywilizacja i czym jest przyroda, a nie z samej istoty kulturowej i technicznej konstytucji człowieczej egzystencji. Afirmacja jest wsparciem zmian i pokorną zgodą na przekreślenie w dłuższej i bardziej globalnej perspektywie czasoprzestrzennie lokalnych prób obrony granic przed wpływem procesu zmian. Konserwatorski sposób podejścia do kultur minionych jak i do przyrody wynika wciąż z perspektywy oddzielenia.

Afirmacja ma wydźwięk pozytywny i oznacza uwznioślenie i wy-dobycie z procesu upływu czasu tych aspektów zmian, które przyczynią się do poprawy jakości życia w ogóle. Oznacza to odejście od tradycyjnych sposobów izolacji kultur i dzikiej przyrody od globalnej cywilizacji technicznej, pod koniecznym warunkiem wywoływania mentalnych zmian pośród społeczeństw zamieszkujących rejony cenne kulturowo i przyrodniczo. Dynamiczność procesu potraktowana jako zgoda na przemijanie pewnych form Tego-Samego oznacza przyjęcie procesu w perspektywie kosmicznej, co wiąże się z poszukiwaniem harmonii człowieka, jego cywilizacji i przyrody w celu poprawy nie tyle standardu, co jakości egzystencji. Najszersze spektrum możliwości tej harmonii odnajduje człowiek w wyjściu poza ciasne ego i przyjęciu szerszej Całości życia jako struktury zależności pomiędzy innymi od niego bytami, struktury wydobywającej z-osoby i dla-osoby pełnię życia. Pokonanie podziału na kulturę i przyrodę pozwala spojrzeć na Naturę w całości nie jako izolowaną od rejonów cywilizowanych dziką przyrodę przeciwstawioną technice, tylko jako uporządkowane, harmonijne następstwo zdarzeń i zależności, których uświadomienie sobie i zrozumienie pomaga odnaleźć siebie samego nie jako osamotnioną i osaczoną monadę skazaną na wewnętrzną śmierć, tylko jako Wielką Jaźń; człowiek jest Kosmosem. Pochodzimy z gwiazd, jesteśmy istotami świetlistymi i wysokimi, podobnie jak źdźbło trawy, wilk, Księżyc, ptak, Słońce... Zrozumienie tego, że bariera pomiędzy „mną” i tym drzewem, tamtym ptakiem jest iluzorycznym konstruktem uciekającego przed surowością życia, pełnego lęku i kompleksów intelektu, pozwala odkryć siebie i świat jako bogatą i różnorodną Jednię. Rodzi się wówczas wewnętrzny spokój i poczucie wzrastającej mocy.

Cywilizacja techniczna jest modusem przyrody, wynikiem ewolucji lub - na odmiennej płaszczyźnie semantycznej – aktu Boskiej kreacji. Monolityczna na poziomie globalnym, podobna Naturze jako Całości, w momencie, kiedy jako jej użytkownicy tworzymy z przyrodą integralną jedność, uzyskuje cywilizacja techniczna swoje specyficzne, lokalne modi, wpasowując się w kontekst w sposób tak charakterystyczny jak bieszczadzka kolejka, beskidzkie "łunochody", czy choćby górska, nowoczesna chata wkomponowana w krajobraz albo stary dom, któremu przyglądając się odkryjemy niepowtarzalną swojskość. Technika nie jest oddzielona od przyrody. Wynikiem alienacji jest tylko nieprawidłowy zarówno dla ciała własnego, dla społeczeństwa i dla przyrody – aby pozostać jeszcze przez chwilę pośród stereotypowych podziałów – sposób jej użytkowania. Samochód terenowy służący właściwym sobie celom jako narzędzie transportu w ciężkim terenie niezbędnych do przeżycia środków, a zarazem jako środek transportu pomiędzy punktem A i punktem B w celu realizacji niezbędnych do przeżycia interesów nie jest tym samym, co będący przerostem formy nad treścią ekstemalny pojazd służący dostarczaniu płytkich, tak naprawdę ubogich nawet pod względem hedonistycznym wrażeń kosztem zniszczonej ściółki leśnej, zatrutego powietrza i hałasu w rejonach, gdzie spacerowicze wędrują w celu zaznania spokoju i ciszy. Rozwój sieci dróg i zanieczyszczenie powietrza byłyby o wiele mniejsze, gdyby człowiek użytkował wyroby techniki w najwyższym dla nich podziwie i z należnym im szacunkiem. Dwudziestoletni samochód terenowy, nawet, kiedy jest mniej „ekologiczny” i zarazem mniej skomplikowany od nowoczesnego suv’a, stanowi świadectwo kunsztu inżynierskiego swoich czasów, sztuki będącej rezultatem znajomości przez konstruktorów praw fizyki, zatem zależności zachodzących w Naturze. Szacunek do swojego samochodu jest rezultatem wysokiej świadomości i kultury osobistej, dbanie o niego i użytkowanie zgodnie z przeznaczeniem pozwala uniknąć jego zmiany co kilka lat, dzięki czemu wytwarzamy mniej odpadów, nie wyjeżdżamy po gazetę 300 metrów do sklepu, samochód jest zdrowszy, powietrze mniej zanieczyszczone, a my nie skarżymy się na otyłość i umysłową apatię i możemy przy okazji pochwalić się sąsiadowi pięknie utrzymanym, starym samochodem. Świadczy to o naszej klasie i zdolności opanowania własnego życia i towarzyczącym mu rzeczom. Technika to modus ciała. Ciało człowieka jest energetycznym przedłużeniem środowiska naturalnego, a przyroda jest emanacją naszej fizykalności. Nie chodzi o to, aby nie wjeżdżać samochodem do lasu. Chodzi tylko o to, abyśmy sami odczuwali, gdzie będzie to po prostu niesmaczne i aspołeczne.

Technika jako przedłużenie ludzkiej fisis stanowi narzędziowy zestaw do obróbki surowców przyrody i w swojej strukturalnej konstytucji jest z przyrodą zharmonizowana. Doskonałym przykładem często konfliktowej, lecz wciąż jeszcze gdzieniegdzie harmonijnej egzystencji człowieka w przyrodzie jest Łuk Karpacki, gdzie przez lata rozwoju bogatych kultur przyroda wciąż w wielu miejscach została zachowana w stopniu nienaruszonym, a w miejscach, gdzie została przekształcona, wciąż żyje i choć przebudowywana - tak jak drzewostan Beskidu Śląskiego - pozostawia nadzieję na powtórne zdziczenie bez koniecznego konfliktu z człowiekiem. Wszelkie zabiegi kontynuowane przez człowieka w Naturze są tymczasowe. W wyniku poszerzania wiedzy na temat Natury dojdziemy kiedyś do wniosku, że ona sama sobie poradzi i że ingerencja w nią była wynikiem nieświadomości tego, jak doskonale zharmonizowany, adaptacyjny i elastyczny jest proces ekspansji i samoregulacji przyrody. Większa świadomość naukowa prowadzi do pozostawienia przyrody samej sobie i zgody na to, że dla zdrowia, siły witalnej, a także hedonistycznej przyjemności organizmu ludzkiego najwłaściwszymi czynnikami są te, które pochodzą prosto od przyrody. Kwestią czasu i czynionych obserwacji jest wyciągnięcie odpowiednich wniosków i we współdziałaniu z lokalnymi społecznościami - położenia fundamentu pod lepszą, głębszą i nie popadającą w alienujący przyrodę i człowieka idealizm, ekozofię. Technika jest modi materii, sama w sobie - przyrodą wielce uporządkowaną i równie żywą - jak drzewo, kwiat czy ptak. Technika odpowiednio użytkowana jest narzędziem wydobywania (poiesis) z przyrody jej zasobów po to, aby ujawnić głębsze pokłady strukturalnej, tożsamościowej nierozłączności przyrody i ludzkiego ciała. Używana z kunsztem podkreśla piękno przyrody, nie pozwala ponadto na marnowanie materiału, próbując skuteczniej wyłuskać z niego jego istotę – a to dlatego, że wyroby techniki przynależą światu Sztuk Pięknych. Przyrodniczo – kulturowa aporia wynika z niechęci ludzkiego mózgu do wniknięcia w istotę materii, a nie z odwiecznego konfliktu na poziomie istotowym.

Zrozumienie piękna każdego atomu, docenienie fascynującej głębi delikatnej tkanki, powierzchni życia polega na przebóstwieniu / afirmacji świata. W kulturze chrześcijańskiej, w tym w występującym na terenie Łuku Karpackiego Prawosławiu zbawianie materii – jako modus zbawienia świata przez Chrystusa – jest codzienną powinnością człowieka i jego obowiązkiem. Ekstatyczna estetyka liturgii prawosławnej, symbolika Cerkwii, której Ikonostas wskazuje kierunek wschodzącego słońca, naturalizm materiałowy, a co za tym idzie, naturalna estetyka Ikony prawosławnej, stanowią inspirację dla ludzi poszukujących harmonii przyrody, kultury i duchowości człowieka w najwyższym stopniu subtelną, a zarazem mocną. Ikona bowiem to Augenblick - okamgnienie Transcendencji, które odnajdujemy przecież w każdym listku bukowym, w każdym źdźble trawy, w skowycie wilka, w każdej śrubce rozkręcanej właśnie w celu przeglądu głowicy dieslowskiego silnika... Zaniedbywanie osobistej relacji człowieka z przyrodą i posiadanymi rzeczami technicznymi (narzędziami) jest w Katolicyzmie i Prawosławiu grzechem. „Czynienie sobie Ziemi poddaną”, ów nakaz, do którego duża część ekologów odnosi się z tak wielką niechęcią jest nakazem od Boga o wiele głębszym niż się nam to na codzień wydaje. Jest to zarazem wyznaczone człowiekowi zadanie opanowania nie tylko materii, ale może i przede wszystkim własnego stosunku do zasobu przyrody. Panowanie nie oznacza o-panowywania, tylko zachowywanie się wobec świata jako człowiek wyższy, dumny z tego, że może żyć pośród tak pięknego stworzenia, a zatem dobrotliwy i słuchający Kosmosu tak jak Bóg wysłu****e ludzkiej modlitwy. Panowanie oznacza również panowanie nad sobą, dążenie do harmonii z szerszą Całością i wewnętrznego spokoju. Czynniki te prowadzą do panowania prawdziwego, do poddawania sobie światu w celu jego afirmacji. Jego bogactwo należy afirmować jako dar, którego zaniedbanie świadczyć może wyłącznie o gnuśności ducha, niedojrzałości do powierzonej nam roli Ogrodników Świata. Prawdziwy ogrodnik wie, że w ogrodzie należy zostawiać ugory.

Jesteśmy odpowiedzialni za siebie, za przyrodę, pośród której żyjemy, za technikę, która jest piękna i głęboka dopiero w momencie, kiedy przestaje odcinać się od przyrody, próbując za to chronić ją i poszukiwać w niej coraz bogatszych inspiracji. Spójrzmy na swój stosunek do przyrody na codzień. Wyrwijmy się z miasta, idźmy do lasu, pobiegajmy ścieżkami, wdychając pachnące żywicą powietrze. Zorientujmy się w końcu, że jest to najbardziej rozległa a zarazem całkowicie nieszkodliwa forma hedonizmu: Zachwyt nad światem przyrody, jej delikatnym muśnięciem każdego zmysłu albo brutalnym i wymagającym stawieniem oporu zimnemu wiatrowi podczas śnieżycy. Przyroda stanowi ratunek dla libertyna-hedonisty, który traci kontakt z Tym, co Mistyczne: Zmysłowa ekstatycznośc przyrody prowadzi bowiem prosto ku Transcendencji. Przyroda jest ratunkiem przed nadmierną, patologiczną abstrakcją, pozwala bowiem duchowości i filozofii na wejście w praxis codziennej egzystencji, dzięki której nabiera ona swojego duchowego sensu już tutaj i teraz.

*****

Łuk Karpacki jako tygiel kultur jest zarazem terenem bardzo dzikim, najdzikszym w Europie. Występują tutaj największe drapieżniki, a malowniczość tego rejonu podkreśla nie wysokość i niebotyczność szczytów, bo przecież wyższe sa Alpy, lecz specyficzny duch przenikania się grozy "wilczego" krajobrazu z pobożnością i bogactwem kulturowym tego paradoksalnie dość mocno zagospodarowanego rejonu Europy. Wnikliwa kontemplacja krajobrazu Karpat, koegzystencji wsi karpackiej z dziką przyrodą po jakimś czasie zmienia wewnętrzną estetykę obserwatora z romantycznej grozy pustki na koincydencję mozaikowej gęstości i eklektyczności zabudowy z monolitycznością leśnych ostępów. Pomaga to w de-konstrukcji wyabstrahowanego eko-idealizmu, konstytuowanego na zasadzie dialektycznej zależności od substancjalnych, alienujących jednostkę konstruktów filozofii antropocentrycznej w przedstawionym już znaczeniu. Konstruowanie anty-humanistycznych wartości estetycznych, w których liczy się nie tyle - jakże cenna i oczyszczająca - pustka dzikiego krajobrazu, ile brak człowieka, opiera się na mizantropii, której źródłem nie jest wszak miłość do Natury, tylko psychologiczny mechanizm ucieczki: nie w-przyrodę, tylko poza-Naturę. Wiąże się to z redukcyjnym ujęciem Natury-Całości. Jest ono konstuktem analogicznym do podatnych na ideologizacje abstraktów, w wyniku których dochodzi do powtórzenia manichejskiego błędu dualizmu i opozycji – a stąd do redukcji (zubożenia) i alienacji jednostki do jej wyszczególnionych w imię wyższej idei – pamiętajmy o nazistowskiej hekatombie - jest już blisko. Mozaika przestaje przeszkadzać, staje się bowiem elementem naturalnym pośród niezmierzonego bogactwa fauny i flory Karpat. Tak specyficzna socjoprzyroda staje się przedmiotem troski dwustronnie: Jako pewien ekozoficzny paradygmat, godny zbadania i rozwinięcia oraz jako wyzwanie: Mozaika i nieład zabudowy terenów karpackich stanowią charakterystyczną wartość estetyczną, godną zachowania, niemniej wszystko powinno odnaleźć swoją harmonię. Tereny do tej pory niezabudowane, dzikie przestrzenie wolności i głębi pustki powinny zostać uchronione przed dalszą urbanizacją. Stanowią bowiem wentyl bezpieczeństwa dla żyjącego w dużym zagęszczeniu społeczeństwa, ponadto szansę na przetrwanie dzikiej, karpackiej fauny.

Niestety w Polsce ład estetyczny stanowi wartość daleko podrzędną i antropopresja na tereny do tej pory niezabudowane, a także rozwój niepotrzebnej w obliczu coraz częstszych wyjazdów w Alpy, gdzie są ku temu dobre warunki, infrastruktury narciarskiej, nie odnajdują swojej miary, pomoimo, że tereny górskie w naszym kraju stanowią zaledwie 2% powierzchnii. Czy i o ten ułamek nie potrafimy odpowiednio zadbać? Czy dobrze świadczy to o poziomie kultury Polaków? Nawet w Parkach Krajobrazowych, nie mówiąc już o otoczkach ochronnych Parków Narodowych powstają domy, którym daleko od wydobycia (poiesis) walorów krajobrazowo-przyrodniczych tak ustanowionej własności Narodu. Nie powinniśmy dążyć do całkowitej izolacji rejonów estetycznie i przyrodniczo cennych, ponieważ jak już wspomniałem tworzenie „muzeów przyrody” jest zabiegiem anachronicznym; chodzi o to, aby budować z umiarem, zachowując ład architektoniczny i dobrą urbanistyczną organizację. Jeśli ktoś zdecyduje się na zamieszkanie w górach, to czy nie dokonuje tego przez wzgląd na wysokie walory i próbę zmierzenia się ze specyficznym, górskim trybem funkcjonowania w Naturze, czy po to, aby budując willę pasującą być może do pejzażu Śląska odciąć się od przedwcześnie podjętej decyzji zamieszkania w Karpatach?

Próbując zrozumieć Naturę nie podejmujmy działań, zanim nie zadbamy o stan swojej psyche. Wyruszmy na beskidzki szlak i spróbujmy rozpocząć swój lepszy etap w życiu od ekologii ducha. Łuk Karpacki ze swoim zderzeniem cywilizacji, wielości kultur i dzikiej przyrody, stanowi idealne miejsce namysłu nad relacją techniki, ludzkiego ducha i dzikości. Ta specyficzna synkrazja niezwykłej, chrześcijańskiej (i nie tylko) duchowości z ułatwionym dostępem do dóbr technicznych, mozaika bukowo-jodłowych i świerkowych lasów, drzewostanów zdrowych i odradzających się po intensywnych, industrialnych w swoim wydźwięku zabiegach w zachodniej części Beskidów, pełnych zarazem nadziei na odrodzenie, nowych drzewostanów, odsłania zagadnienie niezwykłej narracji, jaką jest ekologia ludzkiego ducha. Ekologia ducha idzie w parze z ekologią świata; są poniekąd tym samym. Ekologia ducha - polega na tym, aby swojego najgłębszego zewu posłuchać i żyć w zgodzie z sobą i z własną naturą. Nie podporządkowywać się na siłę schematom, ponieważ prowadzi to do wynaturzenia, monokulturyzacji, monomanii i ostatecznie - do neurozy podobnej "neurozie" monokultury świerkowej, która umarła w Beskidzie Śląskim, podobnie jak umiera każda kultura monolityczna, stawiająca nie tyle na wspólne telos, ile na mono-nomiczność, jednorodność prawa. Prawosławna autokefaliczność, niezależność poszczególnych cerkwii od siebie wspaniale wpisuje się w pluralne bogactwo Łuku Karpackiego: Słowo Boże zawarte jest nie tylko w Piśmie Świętym, ale również w Ikonach, które dzięki estetyzmowi swojej teologicznej metafizyki odsyłają wprost do przyrody - i natury w nas samych. Duch ludzki jest taki jak przyroda; Nie można zagospodarowywać go przesadnie, choć w jakimś stopniu powinno się. Należy jednak zostawić w nim jak największe obszary dzikości i walczyć nie z nimi, tylko wewnątrz nich - o to, aby w harmonii z nimi wzrastać w sile. Próbować zrozumieć, wsłuchać się. "Czynić sobie poddaną ziemię" i czynić sobie poddanym ducha oznacza wyjście z punktu, że jesteśmy za Ziemię odpowiedzialni - i jesteśmy wolni tak jak wolne są wilki.

Panowanie nad Ziemią nie oznacza wprost władzy nad nią; polega ono na tym, że tak jak musimy zmagać się z żywiołami przyrody i oznaką władzy nie jest ich likwidacja, tylko pogodzenie się z nimi i umiejętność skutecznego wykorzystania, tak samo zmagamy się z własną, gorliwą duszą, jej wzlotami i upadkami - nie możemy ich likwidować, ponieważ z ludzi zawsze w jakimś stopniu dzikich zamienimy się w wynaturzone bestie. Musimy wczuć się, wysłuchać zewu, zrozumieć - i ukierunkować tak, aby wzrastać w mocy. Wolność rośnie wraz z mocą. Najwięcej mocy uzyskujemy nie walcząc z tym, co nas osacza i sprawia, że życie jest trudniejsze (np. z własnymi upadkami, z surową żywiołowością przyrody, z dzikością zwierząt i dzikością serca), ani nawet z techniką i cywilizacją, tylko trenując siebie - surowo, ale w pełni miłości, dobrotliwie, wybaczająco. Dopiero wówczas nabieramy charakteru podobnego Ikonopiscom - ludziom głęboko zdyscyplinowanym, silnym, mądrym i żyjącym w harmonii z przyrodą.

Przyroda Karpacka jest świetlista, niezwykła, odmienna od przyrody alpejskiej, równie pięknej, ale w innych aspektach. Alpy są przepaściste, Karpaty – otchłanne. Daleka, ciągnąca się wraz z przedgórzami przez prawie 2 tys. kilometrów kraina z zamieszkiwanymi przez dzikie drapieżniki, niezwykłych ludzi i inne dziwne duchy, obrosła legendą. Jest to bogata spuścizna dla następnych pokoleń – warto ów mit krzewić, podtrzymywać i przekształcać. Tutaj każda bukowa gałązka emanuje energią, wsłu****e się w zew wilków, "otwiera czakramy", a na pewno kształtuje charakter. Każde uderzenie siekierą w drzewo na opał, każde wbicie szpadla w ziemię po, to, aby posadzić delikatnego jeszcze i chwiejnego buczka, każdy wdech zimnego, górskiego powietrza i muśnięcie ciepłej mgły po czerwcowym deszczu, każdy śpiew ptaka i wycie wilka: To wszystko jest piękną narracją, w której zanika różnica między tekstem i bytem, Słowem sensu Davhar i Mishnah - jako powtórzeniem Tego-Co-Dobre, a Czego rytm odmierza - podobnie jak Kanon powtarzany przez Ikonopisców w skrupulatnie nakładanych na deskę wartwach - sama przyroda. Wszechświat, a w nim lecąca w dal niewielka Planeta Ziemia to wzruszająca a zarazem podniosła przygoda. Lecimy w otchłani na tym niewielkim, lecz jedynym, jaki mamy, przebłysku Życia. Patrząc w Kosmos z ciemności niezakłóconych przez miejskie światła, z ciemności idealnych, kiedy na zewnątrz jest mróz, nabieramy powoli innego sposobu patrzenia. Zmienia się wszystko, nawet rysy twarzy. Spójrzmy na twarze Prawosławnych mnichów, spójrzmy na surowe rysy twarzy ludzi gór. Emanujemy podobnie, kiedy wystawiamy siebie na zimne tchnienie gór. Drzewa, niebo i słońce. Chmury, deszcz. Wszystko intensywnie pachnie, śpiewa, szumi lub milknie czasem uroczyście.

http://www.youtube.com/watch?v=63t5wnu7Suc&feature=related

Ten wpis czytano 352 razy.
Odsłon: 352
Bartosz Bednarczyk
Ekozof, z wykształcenia nauczyciel filozofii. Doktorant filozofii WNS Uniwersytetu Śląskiego. Mieszkaniec i włóczęga Karpat, miłośnik wilków.
<< Maj 2012 >>
PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   
zobacz wszystkie wpisy »